Polska Izba Handlu jest wpisana do rejestru instytucji szkoleniowych pod numerem identyfikacyjnym 2.14/00271/2008
Niedziela, 5 września 2010
Stanowiska
Polskiej Izby Handlu
Nasi partnerzy
Wiadomości Handlowe PKO Katalog usług KIGNET

Detalinfo

Polska Izba Przemysłu Targowego

Największa baza polskich firm

CAMARA OF COMERCIO INDUSTRIAS AGRICULTURA PANAMA

Artykuły prasowe
12.12.2004, Rzeczpospolita

Konieczny dialog i jedna spójna ustawa

Potrzebna jedna spójna ustawa, w której będą wszystkie regulacje tego rynku - zgodzili się uczestnicy debaty o przyszłości polskiego handlu. Mniej zgodni byli w ocenie sytuacji tej branży i proponowanych ograniczeń dla sklepów wielkopowierzchniowych.

Czy próby ograniczenia handlu w niedzielę i propozycje nowych utrudnień dla dużych sieci handlowych oznaczają, iż czeka nas druga bitwa o handel? - zastanawiali się zaproszeni na debatę eksperci, analitycy, przedstawiciele władz i organizacji branżowych reprezentujących zarówno tzw. nowoczesny, jak i tradycyjny handel.

- Żadnej bitwy nie będzie. Czeka nas twarda walka o jakość handlu, o funkcjonowanie małych i średnich firm - stwierdził prof. Marian Strużycki, dyrektor Instytutu Rynku Wewnętrznego i Konsumpcji, narzekając na zalew tandety. Nie tylko towarowej.

- Powiedziałbym, że ten handel jest prymitywny. Komunikacja z konsumentem jest żadna, ochrona jego interesów w tej masie małych i średnich sklepów także żadna. Są oczywiście wyjątki podnoszone bardzo często do rangi symbolu i wzoru do naśladowania. Ale myślę o tych setkach tysięcy małych i średnich firm, którym do przystosowań jakościowych jest ciągle bardzo, bardzo daleko - zwrócił uwagę Marian Strużycki.

- Drobny handel to często handel bardzo prosty. I pewnie taki pozostanie. Wiele najmniejszych sklepików czy straganów to rodzaj zatrudnienia socjalnego. Ludzie zakładają je, próbują sobie radzić w życiu. I być może dlatego liczba sklepów od siedmiu lat jest tak stabilna i utrzymuje się mniej więcej na poziomie 440 tysięcy - powiedział Jerzy Molak, dyrektor Departamentu Regulacji Wewnętrznego Obrotu Gospodarczego w Ministerstwie Gospodarki i Pracy. Dodał, że podczas gdy bezrobocie w innych branżach bardzo się powiększało, handel nie tracił zatrudnienia. Były lata, w których je zwiększał. W ostatnim roku poprawiły się również wyniki ekonomiczne handlu.

- Nie można więc mówić, że handel jako całość ma się źle, choć narasta presja konkurencyjna ze strony wielkich firm, z wielkim kapitałem, co się odbija na zarobkach drobnego handlu - stwierdził dyrektor Molak.

Na atuty tradycyjnego handlu zwracał uwagę Francois Colombie, prezes Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji, zrzeszającej 14 największych sieci handlowych oraz prezes Auchan Polska. Jak podkreślił, handel tradycyjny szybciej niż wielkopowierzchniowy reaguje na oczekiwania rynku. Widać też pozytywne przykłady organizacji tego handlu i sukcesy takich sieci jak Piotr i Paweł. - To jest dokładnie to, co się stało we Francji i w Niemczech 20 - 30 lat temu. Przedsiębiorcy mają pomysł, inicjatywę, lepiej niż inni rozumieją rynek i tworzą wspaniałe firmy, z krajowym kapitałem - chwalił konkurentów prezes Colombie. Dodał, że jeśli Auchan działa w Polsce, to dlatego, iż przed 10 laty dostawał listowne propozycje od władz polskich miast, by inwestować tam w nowoczesny handel.

Jak stwierdziła Magda Zimna z badającej handel firmy GfK Polonia, po pierwszych 2 - 3 latach od wejścia międzynarodowych sieci detalicznych - supermarketów i hipermarketów - wydawało się, że koncentracja sprzedaży nastąpi bardzo szybko. Potem jednak przyszło spowolnienie ich rozwoju, zaczęły się pojawiać nowe rodzaje sieci, np. sklepy dyskontowe, niewielkie sklepy osiedlowe. - Tempo koncentracji sprzedaży w ostatnich dwóch - trzech latach jest zdecydowanie wolniejsze. Teraz międzynarodowe sieci detaliczne mają 30 - 40 proc. udziału w rynku, zależnie od kategorii produktów. Ponad 60 proc. dalej ma tradycyjny polski handel. - Zmiany, jeżeli porównać ze sobą kolejne lata, nie są dramatyczne. Sądzę, że w tej chwili obserwujemy próbę współistnienia obu kanałów dystrybucji, bardziej nowoczesnych i tych tradycyjnych, na godnych warunkach dla jednych i drugich. Jakie te warunki będą, zależy od graczy po obu stronach - oceniła Magda Zimna.

Producenci pod ścianą

Wiele zastrzeżeń do współpracy z dużymi sieciami zgłaszali uczestniczący w dyskusji przedstawiciele producentów, zwłaszcza mięsa i drobiu. Oskarżali sieci o praktyki dumpingowe, wykorzystywanie finansowe dostawców, preferowanie towarów z importu.

- Cała branża drobiarska nie zarabia w handlu z dużymi sieciami - przekonywał Leszek Kawski, dyrektor generalny Krajowej Rady Drobiarstwa. - Wręcz dokłada do tego interesu.

Według niego wszystkie branże, które dostarczają towar do wielkich sieci, mają ten sam problem - dostawcy nie są traktowani po partnersku. - Mówimy o negocjacjach, podpisywaniu umów handlowych, ale to nie są żadne negocjacje - to stawianie dostawców pod ścianą - twierdził prezes Kawski.

- Najważniejszą sprawą i dla sieci, i producentów w Polsce jest sposób na zwiększenie popytu - przekonywał Francois Colombie z Auchan Polska. - Musimy się więc raczej wspólnie zastanawiać, jak obniżać ceny - dodał.

- Wywieszanie plakatów w rodzaju "Zbijamy ceny zawodowo" powinno być ścigane przez prokuraturę. To znaczy, że zarzynamy gospodarkę zawodowo i psujemy koniunkturę - oburzał się Krzysztof Kaźmierczak, wiceprezes grupy Lewiatan 94 Holding.

Przedstawiciele producentów zarzucali też sieciom nadmierny import. Stanisław Ziemba, szef Związku Polskie Mięso i przewodniczący Rady Gospodarki Żywnościowej przy ministrze rolnictwa, powiedział, że mitem jest zaopatrywanie się przez duże sklepy u krajowych dostawców. Ta uwaga zaniepokoiła Aleksandra Krzyżowskiego, dyrektora organizacji ProMarka, zrzeszającej producentów towarów markowych.

- Przecież polscy producenci też eksportują. I co by było, jeśli nagle okazałoby się, że na obcych rynkach nie zezwala się na ich sprzedaż? - pytał Krzyżowski. - Zaraz podniósłby się krzyk, że polscy eksporterzy są dyskryminowani. Nie mówiąc o tym, że eksport to jeden z głównych czynników naszego rozwoju gospodarczego.

- W naszych sieciach mamy 80 - 85 proc. towarów, które są produkowane w Polsce lub kupione przez polskich importerów - przekonywał prezes Polskiej Organizacji Handlu i Usług. Dodał, że zdarza się, iż doraźny import jest potrzebny, bo - jak np. w tym roku w maju - sklepy zamawiają 3 tony mięsa, a dostają z krajowych wytwórni 500 kg.

- Sieci handlowe otwierają również możliwości eksportowe dla polskich producentów - informowała Renata Juszkiewicz, dyrektor przedstawicielstwa Grupy Metro w Polsce. Współpracujemy z 40 producentami. Przygotowujemy w porozumieniu z Ministerstwem Rolnictwa projekt dla polskich dostawców. - Propozycje, które pani dyrektor przedstawiła, są cenne i chwalimy sobie tego typu inicjatywy. Chciałbym jednak, żeby przedsięwzięcia, które organizuje sieć Metro, zawsze były rentowne dla obu stron - powiedział Włodzimierz Bartkowski, prezes Cedrobu.

Regulacje na papierze

Nadużyciom w handlu miała zapobiegać znowelizowana ustawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, ale zarówno producenci, jak i sam UOKiK zgadzają się, że nie jest ona skuteczna. Podobnie zresztą jak inne wprowadzone w ostatnich latach regulacje, które miały porządkować polski handel.

Jak przypomniał Stanisław Zięba przepisy dotyczące handlu są też w ustawie o zagospodarowaniu przestrzennym i w ustawie o terminach zapłaty w obrocie gospodarczym. Dotykają głównie producentów, a nie dyscyplinują sieci handlowych. - Zakład mięsny czy mleczarski musi zapłacić rolnikowi w ciągu dwóch tygodni pod rygorem konsekwencji podatkowej. Inni nie mają żadnych rygorów, także wielkopowierzchniowe sieci, gdzie się zdarza, że pół roku nie płacą - powiedział prezes Zięba. Przypominał też raporty NIK, które wykazują, iż pozwolenia na budowę dużych sklepów wydaje się często z naruszeniem przepisów ustawy o zagospodarowaniu przestrzennym.

- Prawo w Polsce jest, ale szkoda, że nie zawsze funkcjonuje. Z Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumenta otrzymuję zawsze tę samą odpowiedź: chronimy konsumenta, radźcie sobie sami - narzekał Leszek Kawski.

- Dlaczego przedsiębiorcy, jeżeli widzą, że kontrahent nie postępuje zgodnie z prawem, nie występują do sądu? - pytała Joanna Wrona z Departamentu Polityki Konsumenckiej UOKiK - Rozumiem, że jeden przedsiębiorca nie jest w stanie nic wskórać, ale można połączyć wysiłki kilku firm - sugerowała.

Andrzej Lewiński, prezes Polskiej Izby Handlu, podkreślił, że w większości państw UE praw z ustawy o nieuczciwej konkurencji dochodzi się na drodze administracyjnej, a nie cywilnoprawnej. W Polsce w imieniu pokrzywdzonych firm powinien więc występować UOKiK. A na razie firma dochodząca swoich racji w sądzie będzie się procesować pięć lat i wyda majątek na prawników.

Krzysztof Kaźmierczak z Lewiatana poinformował, że nawet złożył doniesienie do prokuratury na sieć, która zaniżała ceny: - Różnica naszej hurtowej ceny zakupu w stosunku do ceny półkowej w tej sieci sięgała czterdziestu kilku procent. Ale doniesienie zginęło w prokuraturze.

- Może dojdzie do precedensu i przedsiębiorcy wystąpią na drogę sądową przeciwko sieciom.

Chcemy, aby raz ktoś w Polsce stwierdził, czy sieci popełniają wykroczenia, czy też nie - powiedział Leszek Kawski. Inni przedstawiciele producentów przyznawali, że takie praktyki trudno udowodnić, żaden przedsiębiorca nie przedstawi sądowi faktury zakupu produktów, bo straci klienta.

- Z dumpingiem jest tak, że ani dostawca, ani odbiorca nie jest święci - odpowiedział dostawcom Andrzej Faliński, sekretarz generalny z POHiD. - Zdarzają się, że kupiec ma wiele propozycji i nagle pojawia się ktoś, kto proponuje towar, powiedzmy, o 20 proc. taniej. I co kupiec ma zrobić? Jeżeli tej oferty nie przyjmie, wyleci z roboty, a jeżeli kupi zamiast po złotówce - po osiemdziesiąt groszy, to reszcie mówi: panowie, mam tańszą ofertę. Kontraktacja to nie stawianie pasjansa, ale gra dwóch partnerów. Te sprawy w dużej mierze można ucywilizować, a instrumentem jest przede wszystkim uczciwe zbilansowanie rynku pod względem cenowym, popytowym, podażowym - przekonywał Andrzej Faliński.

UOKiK wprawdzie dostawał skargi na zaniżanie ceny cukru, chleba czy karpi w hipermarketach, ale nie miał podstaw do wszczęcia postępowania. - Nie stwierdziliśmy naruszenia interesów konsumentów wynikających z ustawy. W przypadku sieci handlowej, jeśli nie ma ona dominującej pozycji na rynku, też nie mamy prawa podnosić tej sprawy. A żadna sieć nie ma na rynku polskim pozycji dominującej - wyjaśniła Joanna Wrona z UOKiK. Jak sytuacja wygląda rzeczywiście, ma ocenić raport UOKiK. 15 grudnia urząd będzie miał wyniki badania stanu koncentracji i konkurencji w handlu, w tym sieci wielkopowierzchniowych. Badaniem objęto sto placówek handlowych, 130 dostawców i 40 organizatorów sieci.

Jak przyznała Joanna Wrona, o ile sprawdziły się zawarte w ustawie o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji przepisy prokonsumenckie, o tyle nieskuteczne okazały się regulacje dotyczące sprzedaży poniżej kosztów w sklepach wielkopowierzchniowych, ograniczenia działalności dyskontów oraz emisji bonów towarowych. Niektóre z nich, jak przepis dotyczący dyskontów, zostały źle sformułowanie i dopuszczają dowolność interpretacji. Przy innych handlowcy znaleźli sposoby na to, by je omijać, jak w przypadku zakazu pobierania innych opłat poza marżą handlową - teraz zamiast tzw. opłat za półkę pobiera się opłaty za promocję towarów.

Jerzy Molak z MGPiPS zgodził się, iż rzeczywiście obowiązujące przepisy są mało skuteczne. Ale nie jest tak, że przepisy te mają utrudnić pracę dużym sklepom, a małym ją ułatwić. Przepisy są jednakowe dla wszystkich, natomiast inspekcje nie sygnalizują istotnych różnic między wynikami tych kontroli w wielkich i małych sklepach.

Przemyślane zmiany

- Konkluzja jest taka, że jeżeli regulujemy handel, musi to być dobra regulacja, a nie nieprzemyślana, jak przy nowelizacji ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji - uważa Joanna Wrona.

Część uczestników debaty uznała, iż nie do końca przemyślaną regulacją jest skierowany już do prac w sejmowych komisjach, a przygotowany przez zrzeszającą polskich kupców Kongregację Przemysłowo- -Handlową projekt ustawy o sklepach wielkopowierzchniowych. Projekt zaostrza ograniczenia w rozwoju dużych sklepów, obniżając limit powierzchni, przy którym będzie potrzebne specjalne zezwolenie władz lokalnych do 300 mkw. (z obecnych 1000 mkw. w małych miastach i 2000 mkw. w większych). Wprowadza też dzienne opłaty od sklepów, rosnące wraz z powierzchnią placówki.

- Ustawa nie jest restrykcyjna, będziemy rozmawiać - powiedział Jan Rakowski, prezes Kongregacji Przemysłowo-Handlowej, inicjator projektu i podkreślił z satysfakcją, iż projekt ustawy zmobilizował całą Polskę i podpisało się pod nim 106 tys. osób. Jak wyjaśnił, ustawa ma pomóc wyeliminować patologie występujące przy inwestycjach dużych sieci, jak choćby niedawno w Tarnobrzegu. Tam sieć Kaufland zamiast planowanego sklepu o powierzchni sprzedaży do 2000 mkw., którego budowa nie jest ograniczona zezwoleniami - postawiła market o powierzchni 3 tys, mkw. Wojewoda uchylił protesty krajowych kupców, gdyż uznał argumentację sieci, która do powierzchni sklepu zaliczyła tylko regały. Nowa ustawa ma też wyrównać szanse dużych sklepów i drobnych handlowców, od których pobiera się codzienne opłaty na targowiskach. Przedstawiciele POHiD, argumentując, iż sieci nie odpowiadają za politykę władz lokalnych, które wyznaczają opłaty targowiskowe, ostrzegali przed skutkami wprowadzenia limitu 300 mkw. jako wolnego od ustawowych ograniczeń.

- To przyniesie efekty odwrotne od zamierzonych - uznał prezes Colombie z POHiD i przypomniał, że wiele zagranicznych sieci, np. Carrefour, inwestuje też w sklepy do 300 mkw. Według niego przewidziany w ustawie limit powierzchni faktycznie oznacza zgodę na to, by firmy z dużym kapitałem mogły bardzo szybko inwestować w sklepy do 300 metrów, w małych miastach. A tam nie będą potrzebować żadnych zezwoleń - stwierdził Francois Colombie i przypomniał, iż rozwój sieci w dużych miastach jest już prawie zakończony.

Rafał Barczewski z Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych ocenił, że jest potrzeba regulacji dotyczącej handlu, ale na pewno nie na zasadach proponowanych w projekcie ustawy o wielkopowierzchniowych obiektach handlowych - narusza on szereg zasad konstytucyjnych, a w szczególności zasadę swobody działalności gospodarczej, natomiast zaproponowana w projekcie procedura wydawania pozwoleń na otworzenie sklepu wielkopowierzchniowego jest bardzo korupcjogenna.

- Ten projekt ma przede wszystkim charakter antymonopolowy i prokonkurencyjny - podkreślił Artur Zawisza, poseł Prawa i Sprawiedliwości. Przypomniał, iż to Klub Poselski PiS wraz z Klubem Samoobrony wniosły projekt pod obrady Sejmu. Jak wyjaśniał, poparcie PiS wynika z przekonania, iż polski kapitalizm powinien być oparty na szeroko rozpowszechnionej krajowej własności, a szczególnie na małej i średniej przedsiębiorczości, w tym przypadku kupieckiej. - To szansa na odrodzenie się w Polsce klasy średniej, bo uzdolnieni menedżerowie sieci, bojowi lobbyści, z punktu widzenia własności nie różnią się niczym od pań kasjerek. Natomiast mały, ciasny, ale własny handel daje szansę na odbudowę klasy średniej w Polsce - uważa poseł Zawisza.

Wszystko w jednej ustawie

- Coraz bardziej przekonuję się, że brakuje nam scalonej ustawy o handlu - uznał prof. Strużycki. Według niego ustawa o handlu nie musi być szczegółowa, ale powinna regulować elementarne stosunki na rynku, wspomagając wolną konkurencję. Pomysł jednej ustawy o handlu poparli też inni uczestnicy dyskusji. - Należy stworzyć globalną ustawę o handlu, korzystając ze wszystkich złych i dobrych doświadczeń wspólnej Europy. W Polsce zabrakło wielu ustaw regulujących handel, które są potrzebne zarówno handlowi drobnemu, jak i wielkopowierzchniowemu - podkreślił Waldemar Nowakowski, ekspert Samoobrony i twórca grupy Lewiatan.

- Koniecznie trzeba stworzyć jednolitą ustawy o handlu, która pozwoli w sposób kompleksowy regulować prawo na tym obszarze według czterech fundamentalnych zasad, jakimi są: równowaga wszystkich uczestników wymiany, uczciwa konkurencja i ochrona małych i średnich przedsiębiorstw oraz ochrona konsumentów - mówił prezes Zięba i dodał, iż wyraża też pogląd przedstawicieli drobiarstwa, mleczarstwa i innych wrażliwych branż. - Zmieniajmy to prawo i róbmy je w taki sposób, by było precyzyjne i jasne dla wszystkich. Może trzeba również wpisać w ustawę ochronę dostawców, tak jak to jest w innych krajach. Oni dzisiaj w zderzeniu z sieciami nie mają szans - przypomniał Leszek Kawski.

- Usiądźmy przy stole i przy pomocy sprzyjających nam parlamentarzystów przygotujmy rozwiązania dla polskiego handlu w Unii Europejskiej, bo wszyscy przegramy - zaapelował Andrzej Lewiński, prezes Polskiej Izby Handlu. Podkreślił, iż w Brukseli trwają prace nad dyrektywą o kraju pochodzenia. Wstępnie proponuje ona, by np. sieć hipermarketów stosowała się do przepisów na rodzimym rynku, a nie tych państw, w których inwestuje.

- Jako przedsiębiorcy i organizujący przedsiębiorców sami nie wiemy, w którym kierunku pójdzie handel. Zawsze powinien być impuls z góry, a jeśli go nie ma, to proszę słuchać ludzi, którzy chcą go w jakiś sposób tworzyć - powiedział Waldemar Nowakowski i zapytał, czy po piętnastoletnich doświadczeniach Ministerstwo Gospodarki jest w stanie określić, w jakim kierunku ma iść polski handel, jaka powinna być jego struktura, by była najbardziej odpowiednia dla konsumenta, producenta i dla przedsiębiorcy - handlowca.

- Nie wiem, dlaczego rząd miałby określać przedsiębiorcom kierunki ich rozwoju. Gdybyśmy zaczęli wszystkie branże tak traktować, to chyba cofnęlibyśmy się o 20 lat - argumentował dyrektor Molak. Jak przypomniał, w 2003 r. zakończył się opracowany w resorcie trzyletni programu rozwoju handlu, w trakcie którego przeszkolono 1500 pracowników handlu i 1000 urzędników gmin.

Teraz, od roku, resort pracuje nad trzyletnim programem handlu elektronicznego. Współfinansowana częściowo z budżetu, częściowo przez biznes, a częściowo ze środków europejskich platforma handlu elektronicznego ma stworzyć wspólną bazę danych dla handlowców i dostawców.

Jeśli nie współpraca to dialog

- Są sprawy sporne, jak na każdym rynku, na którym działają konkurenci. Więc stwórzmy obligatoryjną płaszczyznę dialogu, prezentacji opinii - przed uchwaleniem aktów normatywnych. Na tym polega demokracja w gospodarce - przekonywał Andrzej Faliński i narzekał, że teraz dialog zaczyna się, gdy prace nad projektem zmian ustawowych są już zaawansowane.

- Jesteśmy otwarci na dialog. Jest potrzebny teraz, gdy jest dużo debat, bardziej politycznych niż branżowych - uznał prezes Colombie. - Demokracja polska wyszła z Okrągłego Stołu - dobrze byłoby także, aby ustawa o handlu w Polsce była wynikiem współpracy i kompromisu ścierających się interesów - zachęcała Magdalena Tran-Van, dyrektor Francuskiej Izby Przemysłowo Handlowej. Nowe prawo trzeba opracować przy współpracy wszystkich zainteresowanych; zarówno organizacji wielkopowierzchniowego, jak i drobnego handlu, producentów i konsumentów.

Anita Błaszczak, Anna Sielanko
Ostatnia aktualizacja: 13.07.2010