Polska Izba Handlu jest wpisana do rejestru instytucji szkoleniowych pod numerem identyfikacyjnym 2.14/00271/2008
Niedziela, 5 września 2010
Stanowiska
Polskiej Izby Handlu
Nasi partnerzy
Wiadomości Handlowe PKO Katalog usług KIGNET

Detalinfo

Polska Izba Przemysłu Targowego

Największa baza polskich firm

CAMARA OF COMERCIO INDUSTRIAS AGRICULTURA PANAMA

Artykuły prasowe
05.08.2005, Wiadomości Handlowe

Silny samorząd gospodarczy

Dla wszystkich jest oczywiste, że brak silnego samorządu gospodarczego – partnera i „kontrolera” wszystkich szczebli administracji państwowej i lokalnej, a także lobbysty przedsiębiorców na forum krajowym i międzynarodowym – jest szkodliwy dla przedsiębiorstw, zwłaszcza małych i średnich. Szczególnie przedsiębiorcy działający w sferze handlu, jako najbardziej narażeni na negatywne skutki globalizacji i najsilniej odczuwający brak koordynatora kształtującego rozwój handlu zgodny z potrzebami kraju, a nie tylko interesem międzynarodowych koncernów handlowych, pragną wzmocnienia samorządu gospodarczego. Wszyscy uczestnicy naszej dyskusji reprezentujący handel – właściciele sklepów i równocześnie działacze kupieckich stowarzyszeń, bądź menadżerowie polskich sieci oraz przedstawiciele handlu hurtowego – zgodnie mówili, że najbardziej pożądane byłoby istnienie powszechnego, obligatoryjnego samorządu gospodarczego. Różnice zaznaczyły się tylko w ocenie szans realizacji tego założenia. O ile ludzie z Warszawy, znający wpływy kół liberalnych i klimat polityczny w najwyższych gremiach, pesymistycznie oceniali możliwości wprowadzenia obligatoryjnej przynależności podmiotów gospodarczych do organizacji samorządu gospodarczego, o tyle działacze gospodarczy z tzw. terenu jednoznacznie stwierdzali, że ze strony kupców jest tak silna, oddolna presja na rzecz łączenia wysiłków organizacji kupieckich, że należy zdecydowanie forsować utworzenie samorządu mającego charakter powszechny i obligatoryjny.

Paweł Kapuściński (Wiadomości Handlowe) uzasadnił tytuł dyskusji: „Jakiego samorządu gospodarczego potrzebuje handel” tym, że potrzeba istnienia samorządu silnego, możliwie jak najbardziej powszechnego i dysponującego reprezentacją na szczeblu centralnym jest w środowisku handlowców sprawą bezdyskusyjną. Pytanie tylko, jak ten samorząd ma być zorganizowany. Czy przynależność przedsiębiorców ma być obligatoryjna czy dobrowolna. Jak gromadzić fundusze na utrzymanie i realizację jego celów statutowych. Jak pogodzić podmiotowość i rolę istniejących organizacji z koniecznością stworzenia „czapki” ogólnokrajowej.

Andrzej Arendarski (KIG) nakreślił zasady działania dwóch podstawowych typów samorządu – kontynentalnego, czyli powszechnego, i obligatoryjnego, jak we Francji, Hiszpanii, Austrii, we Włoszech i Niemczech, gdzie jest instytucją publiczno-prawną, częścią struktur państwa i reprezentuje interesy wszystkich przedsiębiorców, oraz samorządu typu anglosaskiego, jak w Wlk. Brytanii czy Szwecji, który tworzą instytucje prywatne, reprezentujące tylko tych przedsiębiorców, którzy się do nich zapisali.
Samorząd gospodarczy w Polsce miał przed wojną charakter obligatoryjny i wypełniał wiele funkcji państwa. Taki model istniał do 1950 r., kiedy to został zlikwidowany. Zaczął się odradzać po 1989 r. na podstawie ustawy o izbach gospodarczych, ale już o zmienionym charakterze instytucji prywatnych typu anglosaskiego. Ustawa, która umożliwiła rejestrację stu kilkudziesięciu izb, nie zawierała żadnych propozycji finansowania samorządu. Odrzucenie zasady powszechności samorządu płynęło po części z pobudek ideologicznych – neofitom gospodarki rynkowej wydawało się, że występuje sprzeczność między wolnym rynkiem, a obligatoryjnym samorządem. Sporą rolę odegrała też silna medialna kampania zniechęcania do tworzenia samorządu powszechnego, którą zorganizowały niektóre organizacje w obawie o utratę wpływów.
Krajowa Izba Gospodarcza, którą od niedawna kierują nowe władze wybrane na następną kadencję, chce umacniać funkcjonowanie samorządu takiego, jaki obecnie istnieje, i ma po temu środki. W innych krajach naszego kontynentu regułą jest organizacja samorządu jedynie na zasadzie struktur terytorialnych. Ustawa z czasów Rakowskiego zezwala na organizowanie się w ramy samorządowe tylko firm, organizacje samorządowe mają struktury ponadregionalne. Aktualnie jako samorząd działają: izby gospodarcze o charakterze terytorialnym, organizacje branżowe – silniejsze, bogatsze i sprawniej działające, następnie organizacje bilateralne, jak np. Polsko-Włoska Izba Gospodarcza, NOT i różne fundacje. Czym innym są organizacje pracodawców, które ścierają się ze związkami zawodowymi. Decyzją premiera Hausnera dyskusje na tematy gospodarcze zostały przeniesione do komisji trójstronnej, w której przedsiębiorców reprezentują organizacje pracodawców. Nas nie interesują sprawy socjalne, ale także założyliśmy organizację pracodawców, żeby nasz głos był słyszalny w gremiach decydujących o sprawach gospodarczych. Nie jest to optymalne rozwiązanie, ale dostosowaliśmy się do istniejącego modelu. Co tracimy wskutek braku silnego samorządu powszechnego? Mamy mniejszy wpływ na kształtowanie się rzeczywistości gospodarczej. Inaczej wyglądałyby nasze negocjacje z UE. Rząd odcinał się od organizacji pozarządowych, co było niespotykaną praktyką, bo normalnie rządy starają się wykorzystać kontakty organizacji przedsiębiorców dla załatwienia wielu spraw, w których kompetencje osób związanych z gospodarką są wyższe niż znajomość tematu wykazywana przez polityków. Docenia nas natomiast Eurochambers. Brak silnej, powszechnej organizacji cieszącej się niekwestionowanym autorytetem doprowadził do nieracjonalnego rozmieszczenia placówek handlowych. Samorząd niemiecki zablokowałby ten bezmyślny żywioł. Samorząd – zdaniem prezesa Arendarskiego – nie powinien wchodzić w działalność gospodarczą, bo wtedy stawałby się konkurentem dla swoich członków, ale powinien inicjować wspólne działania, np. badania, tworzenie platform do wspólnych zakupów. Zdaniem prezesa Arendarskiego, szanse uchwalenia ustawy wprowadzającej powszechny samorząd obligatoryjny będą w nowym Sejmie niestety niewielkie. KIG nie składa jednak broni i w dalszym ciągu będzie przekonywał polityków i przedsiębiorców do idei silnego samorządu powszechnego, który miałby szanse na uzyskanie większości parlamentarnej. Nie będzie dialogu, jeśli z jednej strony występuje administracja państwowa i rządowa, a z drugiej – pojedyńczy przedsiębiorcy lub słabe organizacje. Silny, powszechny samorząd jest czynnikiem porządkującym gospodarkę.

Lars Bosse (IPH), opisując funkcjonowanie samorządu niemieckiego, podkreślił, że w tym kraju nie ma firmy, która nie należałaby do jakiejś organizacji samorządowej. Małgorzata Więch (Sieć Polka) chciała wiedzieć, jakie są zasady przyjmowania członków, czy bywają odmowy przyjęcia? Lars Bosse odpowiedział, że członkiem samorządu firma staje się automatycznie w momencie jej rejestracji sądowej. Przedsiębiorstwa są członkami izb przemysłowo-handlowych zorganizowanych w układzie terytorialnym. Niektóre środowiska, np. rzemieślnicy czy architekci, mają jednak swoje branżowe organizacje samorządowe, ale też w układzie terytorialnym. Jeśli aptekarz sprzedaje leki na receptę, to może być członkiem organizacji branżowej aptekarzy, jeśli natomiast sprzedaje leki OTC w samoobsłudze wtedy jego miejsce jest w Izbie Przemysłowo-Handlowej. Taki porządek panuje w Niemczech już od 200 lat, od czasów napoleońskich. Działa 81 izb, które m.in. opiniują wszystkie krajowe lub federalne akty prawne dotyczące gospodarki. Jeśli władze chcą zezwolić na budowę np. hipermarketu, a część członków izby tego nie chce, to toczą się na ten temat dyskusje w komisjach branżowych, a potem izba wypracowuje stanowisko oficjalne. Nie do pomyślenia jest, żeby władze miasta czy rząd zignorowały taką opinię.

Zbigniew Bogdan (SdC) chciał się upewnić, czy administracja musi postąpić zgodnie z wytycznymi izby, bo np. w Sochaczewie władze, zapoznały się co prawda z ekspertyzą zamówioną przez kupców w sprawie budowy Kauflanda w tym mieście, ale się do niej nie zastosowały. Lars Bosse nie udzielił jednoznacznej odpowiedzi, ale z jego wywodu wynikało, że negatywna opinia izby, np. o jakimś projekcie inwestycyjnym, przekazana inwestorowi i władzom początkowo mniej oficjalnie, w końcu przynosi oczekiwany skutek. Izby mają w Niemczech trzech „klientów”: rządy i inne władze administracyjne, opinie publiczną i członków. Wszystkim świadczą nieodpłatnie usługi. Np. zapewnieniem warunków bezpieczeństwa pracy nie zajmują się instytucje państwowe w rodzaju polskiego BHP, lecz komisje złożone z samych przedsiębiorców. Izby organizują dla swych członków misje zagraniczne, szkolenia z VAT, prowadzą egzaminy w dziedzinach, które są licencjonowane. Są także odpowiedzialne za szkolenie zawodowe w trybie trzy dni pracy, dwa dni nauki. Wszystkie izby mają swój budżet niezależny od państwa, a jedynie od składek i wpłat członkowskich. Administracja nie może decydować o wydatkowaniu pieniędzy izb. Izby utrzymują się ze składek wynoszących, w zależności od wielkości firmy, od 90 do 10 000 euro rocznie (górna granica dla firm w rodzaju Mercedesa). Oprócz składki płacą również od 0,005 proc. do 0, 075 proc. zysku, przy czym słabsze lub przeżywające trudny okres firmy są ze składek zwolnione.

Kordian Tarasiewicz, przed wojną właściciel palarni kawy Pluton, opowiedział o bogactwie organizacji samorządowych, przemysłowych, branżowych, handlowych w II Rzeczpospolitej. Dostępny jest zresztą „Spis organizacji gospodarczych w Polsce” z 1938 r. Izby działały na podstawie ustawy z 1927 r., było ich 10 i łączył je Krajowy Związek Izb. Fundusze zapewniało państwo w postaci określonego ułamka procentu od podatku obrotowego. W zamian izby spełniały niektóre funkcje państwa. Konstrukcja prawna była taka, że do izb nie zapisywał się pojedyńczy przedsiębiorca, ale organizacja. Każda organizacja, np. Stowarzyszenie Kupców Polskich czy Stowarzyszenie Kupców Żydowskich, delegowała do izb po dwóch radnych, którzy wybierali władze izby. Obok izb działały inne organizacje, np. potężny Związek Przemysłowców Lewiatan. Kordian Tarasiewicz określił się jako zwolennik powszechnej przynależności., a w każdym razie silnego i szerokiego samorządu, pod warunkiem, że zostanie utrzymana różnorodność organizacyjna. Nie można występować jako pojedyńczy, niezrzeszony przedsiębiorca, który nigdzie nie należy. Tylko działając razem, można coś osiągnąć. Andrzej Arendarski zażartował, że ilekroć przechodzi koło Kancelarii Prezydenta przy Sejmie puka w drzwi i mówi – my tu jeszcze wrócimy, bo przed wojną mieścił się w tym budynku Związek Izb Przemysłowo-Handlowych RP.

Waldemar Nowakowski (Lewiatan) przestrzegł, że jeśli spełnią się przedwyborcze prognozy, to w przyszłym Sejmie będzie niezwykle trudno przeforsować ustawę o obligatoryjności samorządu. Trzeba wymyślić coś pośredniego, co miałoby szansę na przyjęcie przez Sejm. Samorząd powszechny jest niezbędny choćby dlatego, że tylko on jest w stanie zdecydowanie uciąć korupcje w regionach. Nowakowskiego poparł Ryszard Zelkowski (PSH Euro), który uważał, że trzeba dążyć do obligatoryjności, ale mieć też przygotowane rozwiązanie kompromisowe. Jako zdecydowana zwolenniczka uporządkowanego samorządu powszechnego, takiego jak w Niemczech, określiła się Małgorzata Więch. Teraz jest dobry moment, bo my – Polacy – potrafimy się jednoczyć tylko w obliczu zagrożenia. Mówiła, że obecnie władza nas nie słucha, środowisku kupieckiemu ciągle trzeba udowadniać, że mamy na celu wspólne dobro, a nasza działalność jest niedofinansowana, wykonywana społecznie a przez to – mniej efektywna. Jako reprezentantka Polskiej Izby Handlu postulowała tworzenie funduszy celowych, z których można by finansować projekty nowelizacji prawa czy ujawniania i nagłaśniania przypadków nieuczciwej konkurencji.

Mieczysław Bąk (KIG) zalecił strategię półśrodków, ale też działania bardziej skutecznego. Kluczową sprawą jest budowanie organizacji silniejszej od działających obecnie. Być może trzeba będzie przemodelować Radę Przedsiębiorczości, żeby lepiej reprezentowała interesy przedsiebiorców. Dr Bąk nie zgodził się z opinią, że rząd nie słucha samorządu, i przytoczył szereg przykładów postulatów czy poprawek KIG do projektów ustawodawczych, które zostały przyjęte, ale też przykłady innych wniosków, które władze odrzuciły. Jakie będą efekty tych interwencji zależy od tego, jak liczne są grupy przedsiębiorców, w imieniu których przemawiamy. Musimy przekonać przedsiębiorców, że świadczymy dobre usługi, że rząd liczy się z naszą opinią, powinniśmy podjąć prace ustawodawcze, bo często jest tak, że w podkomisjach projekty ustaw są dobrze przygotowane, ale potem na dyskusję plenarną w Sejmie przychodzi poseł z karteczką, na której ma zapisane zmiany, i ustawa bywa psuta. Przedsiębiorcy jako partnerzy społeczni reprezentowani przez samorząd gospodarczy powinni mieć większy wpływ na kształt prawa.

Henryk Arczyński (Społem) przedstawił potencjał i 136-letnie tradycje ruchu spółdzielczego, który posiada 5000 sklepów, zatrudnia 70 000 osób i liczy 6,5 mln członków. Zaapelował o ściślejszą współpracę spółdzielni spożywców z izbami przemysłowo-handlowymi, ponieważ razem tworzą one dużą siłę. Prezes Arczyński wskazał na zupełny paraliż NIK, jeśli chodzi o przestrzeganie prawa, mówił o zależności samorządu lokalnego od inwestorów zagranicznych, pleniącej się korupcji polegającej np. na tym, że radni sami kupują działki, które potem z dużym zyskiem odsprzedają inwestorowi zagranicznemu pod budowę obiektu, na którą sami wydali zezwolenie. Waldemar Nowakowski stwierdził dosadnie, że Polska znajduje się w fazie rozbioru gospodarczego. Tu i ówdzie organizacje samorządowe odnoszą lokalne sukcesy, jak np. w przypadku Chełma, gdzie lobby kupieckie – opowiedział o tym Józef Solak (Razem) – przeforsowało uchwałę Rady Miejskiej dopuszczającą na terenie miasta jedynie budowę obiektów handlowych o powierzchni do 800 mkw. i lokalizację obiektów wielkopowierzchniowych w pewnej odległości od granic miasta. Tu dyskusja przybrała nieoczekiwany obrót, kiedy Nowakowski spytał, czy Arczyński, będąc w Krajowej Radzie Spółdzielczości, przystąpiłby do KIG, a zapytany odparł, że poparłby taki krok. Nowakowski stwierdził, że potrzebny jest skok jakościowy we współdziałaniu organizacji samorządowych, takich jak Polska Izba Handlu czy Kongregacja Przemysłowo-Handlowa i Społem, które obecnie raczej udają współpracę, a można to będzie osiągnąć wtedy, kiedy wejdą one do Krajowej Izby Gospodarczej. Na inny aspekt tej sprawy wskazał Józef Solak, który mówił, że na dole jest ogromne ciśnienie na integrację. Kupcy pytają, kiedy powstanie ich wspólna reprezentacja na szczeblu centralnym, bo po drugiej stronie jest jedna organizacja POHiD, która przemawia głosem jednego spikera. Nowakowski zwrócił uwagę, że obecny rozproszony samorząd ma problemy finansowe. Nie stać go na to, żeby zapłacić np. najlepszym prawnikom po 300 zł za godzinę za ekspertyzę przy projektach ustawodawczych. Ustawa o Wielkopowierzchniowych Obiektach Handlowych nie przeszła, bo projekt był źle napisany, zawierał za dużo zapisów kontrowersyjnych. W tym samym integracyjnym duchu wypowiedział się Waldemar Łubczonek (Pylkow). Jest wielu przedsiębiorców w Polsce, którzy myślą tak samo jak my, tylko nawet nie wiedzą o tym, że my na ten temat rozmawiamy. KIG mogłaby rozesłać ankietę wśród organizacji przedsiębiorców, pytając o ich wizję integracji.

Maria Kręcina (Eurosklep) przedstawiła się jako zwolenniczka niemieckiego systemu samorządu gospodarczego i zaapelowała o to, żeby forsować obligatoryjną przynależność. Działamy w ogromnym rozproszeniu, a o integracji mówimy od kilkunastu lat. Oddając 15 proc. swojej niezależności w ręce izb, zyskamy nieporównanie większą siłę „rażenia”. Jak zawsze konkretny Waldemar Nowakowski zaproponował, żeby spytać Arendarskiego (musiał opuścić salę), czy ma w strategii starania o zintegrowanie organizacji przemysłowo-handlowych. Uważam – mówił twórca Lewiatana – że KIG jest za mało wykorzystany, bo my go za mało wspieramy. Powinniśmy się skupić w KIG, przekonać liderów organizacji kupiecko-przemysłowych, że na tym nie stracą. Ten pomysł poparł Zbigniew Bogdan, który podkreślił konieczność powstania wspólnej płaszczyzny w taki jednak sposób, żeby nie „popsuć” działania innych organizacji, jak np. Kongregacja Przemysłowo-Handlowa. Istniejące organizacje muszą się zrzec części swojej tożsamości, a w zamian zyskać większy wpływ na tworzenie ustaw. Ciśnienie oddolne, żeby handel się zjednoczył, jest ogromne. Prezes Stowarzyszenia Kupców i Przedsiębiorców Ziemi Sochaczewskiej zaproponował, żeby wystosować list do wszystkich organizacji z propozycją połączenia się. Waldemar Nowakowski zwrócił uwagę, że KIG to dobra płaszczyzna integracji także dlatego, że jest terenem neutralnym – nikt z liderów organizacji handlowych nie straci na tym ambicjonalnie, i zgłosił konkretny wniosek: Ja bym się podjął mediacji. Utopią byłoby oczekiwać, że dogadają się między sobą indywidualni kupcy, ale organizacje mogą się dogadać. Uczestnicy dyskusji wydelegowali do pomocy Waldemarowi Nowakowskiemu jeszcze dwie osoby – Małgorzatę Więch i Henryka Arczyńskiego – z zadaniem zorganizowania spotkania z Andrzejem Arendarskim i rozpoznania możliwości stworzenia centralnej reprezentacji środowiska handlu na bazie KIG. Są tysiące organizacji gospodarczych – mówił Grzegorz Łakota (eLDe) – ale musi być jedno forum, które się zajmie lobby na szczeblu centralnym, będzie miało wpływ na rząd, na ustawy. Jest przyzwolenie środowiska, żeby powstała na szczeblu centralnym reprezentacja handlu, która przyciągnie wszystkie organizacje. Popieramy dążenie do integracji, znajdziemy na to pieniądze. Jest dobry okres, bo jest zagrożenie. W Żorach działają trzy organizacje związane z handlem, które właściwie nie kontaktują się ze sobą. Zróbmy integrację od góry do dołu. KIG mógłby użyczyć swego szyldu. Musimy wiedzieć, na co możemy liczyć i ile to będzie kosztować. Na zakończenie redaktor naczelny Wiadomości Handlowych podziękował uczestnikom za konstruktywną dyskusję, która nie tylko pokazała, co środowisko handlu myśli o samorządzie gospodarczym, ale zamknęła się konkretnymi działaniami. Powołano trzyosobową delegację dla rozpoznania roli i możliwości Krajowej Izby Gospodarczej w dziele integracji środowisk kupieckich i utworzenia centralnej reprezentacji wszystkich organizacji.

Paweł Kapuściński i Grzegorz Szafraniec


Członkowie izb gospodarczych w krajach tzw. "starej" UE
Kraj Ilość izb Liczba członków
Kraje z obowiązkowym członkostwem
Włochy 102 5 000 000
Niemcy 831 2 150 000
Hiszpania 85 2 000 000
Francja 1622 1 800 000
Holandia 21 900 000
Grecja 58 400 000
Austria 11 300 000
Luksemburg 1 20 000
Kraje z dobrowolnym członkostwem  
Wielka Brytania 68 125 000
Belgia 28 30 000
Finlandia 20 14 000
Szwecja 12 11 000
Irlandia 57 10 000
Portugalia 5 5 000
Dania 1 2 000

Źródło: Krajowa Izba Gospodarcza za Taylor R.G. A History of Chambers of Commerce
Ostatnia aktualizacja: 13.07.2010